Czego nie chce o mnie wiedzieć Coffee Heaven
W portfelu trzymam siedem kart „lojalnościowych” do różnych sieci kawiarni (prócz rozlicznych innych kart sklepów, pralni, itp.). Wszystkie działają wedłu identycznego schematu (z nielicznymi i niewielkimi wariantami) – wypij dziesięć kaw, jedenastą dostaniesz gratis. Jeśli ktokolwiek myśli, że którakolwiek z tych kart mobilizuje mnie do zakupu kawy i to jeszcze do zakupu kawy właśnie w tej sieci, grubo się myli. Ale jeśli już się uzbiera te dziesięć stempelków, to ja chętnie za darmo kawę wypiję, a juści… i to jeszcze dużą, z bitą śmietaną i kilkoma syropami smakowymi (jakiej nigdy normalnie nie kupuję).
Problem w tym, że takie dziesięć stempelków udało mi się zgromadzić tylko w jednej sieci. I to nie raz. Komplet zbiera mi się średnio raz na dwa miesiące. Jestem lojalnym klientem Coffee Heaven. Tylko że Coffee Heaven tego nie wie.
Coffee Heaven nie wie również, w których kawiarniach bywam, jak często, w jakie dni tygodnia, o jakiej porze i co wtedy zamawiam. Coffee Heaven nie ma pojęcia, ile mam lat, że jestem kobietą, ile zarabiam i ile osób przyprowadziłam do kawiarni, żeby stali się kolejnymi klientami.
Sieć pozbawia się tej wiedzy, z uśmiechem wręczając mi kartonik z miejscem na stempelki, zamiast karty magnetycznej albo zamiast zaprosić do programu mnie i mój telefon komórkowy. Z jakiegoś powodu wolą rozdawać kartoniki i kawy przypadkowym osobom, zamiast dowiedzieć się, kim są i jak uszczęśliwić klientów, którzy naprawdę przynoszą im kasę. O ile skuteczniejszą promocję mogliby wtedy prowadzić!
Gdyby wiedzieli, ile na mnie zarabiają, pewnie zaprosiliby mnie na jakiś fokus, żeby się dowiedzieć, jak pozyskać więcej takich jak ja, a na mnie zarobić jeszcze więcej.


2 grudnia 2008 





